Były lepsze i gorsze fragmenty w spotkaniu z Basketem Poznań, ale ostatecznie to podopieczni Marka Popiołka wyszli z niego zwycięską ręką.
PGE Spójnia Stargard – Enea Basket Poznań 82:77 (21:22, 19:21, 19:17, 23:17)
Spójnia: Gromovs 18, Czerlonko 16, Mokros 15, Kikowski 13, Ray 7, Rajewicz 7, Karolak 4, Szmit 2, Kopycki 0
Basket: Stankowski 14, Samsonowicz 13, Washington 13, Krajewski 12, Mąkowski 10, Rosiński 7, Dydak 4, Kluj 3, Nowicki 1
Wynik sobotniego meczu otworzył Basket i całą pierwszą kwartę był krok, a przez pewien czas nawet kilka kroków przed Spójnią. W najlepszym fragmencie tej części goście prowadzili siedmioma punktami. Później jednak do głosu doszli miejscowi, odrabiając straty do jednego oczka.
Z początkiem drugiej odsłony obie drużyny miały problem ze skutecznością. Jako pierwsi przełamali się podopieczni Marka Popiołka. Do kosza trafił Wojciech Czerloko, dając swojemu zespołowi prowadzenie 23:22. Na tym biało-bordowi nie poprzestali. Wykorzystując dalszą niefrasobliwość Basketu powiększyli przewagę najpierw do pięciu, a następnie do ośmiu punktów. Na dwie minuty przed długą przerwą z różnicy tej nic już nie pozostało. Przyjezdni najpierw doprowadzili do remisu, a w kolejnych akcjach wypracowali prowadzenie, z którym schodzili do szatni.
Po zmianie stron Spójnia ruszyła do odrabiania strat i w połowie kwarty ponownie to ona miała punktową przewagę. Nie utrzymała jej jednak zbyt długo i na ostatnią odsłonę wchodziła tracąc do Basketu jeden punkt.
Ta natomiast przez blisko osiem minut toczyła się pod znakiem wzajemnej wymiany ciosów do momentu, kiedy goście nagle stanęli. Spójnia zdobyła siedem oczek z rzędu, a uzyskanego prowadzenia nie oddała już, wygrywając ostatecznie pięcioma punktami.
Teraz podopiecznych Marka Popiołka czeka sobotni, wyjazdowy mecz z OPTeam Energia Polska Resovia Rzeszów.


