Fotografia bywa dla jednych zawodem, dla innych pasją. W przypadku Łukasza Sofiianowicza te dwa światy spotykały się w wyjątkowy sposób. Z wykształcenia jest inżynierem budownictwa. Aparat stał się jego narzędziem do opowiadania historii pełnych koloru, światła i emocji.
Jego prace można oglądać na wystawie „Spojrzenia” prezentowanej od wczoraj w Stargardzkim Centrum Kultury. W holu SCK można podziwiać 22 fotografie kilkunastu pań spoglądających ze ścian zachęcająco, ciepło, badawczo złowrogo lub z zaciekawieniem. Oczy na każdym ze zdjęć pokazują różne emocje modelek, które autor „Spojrzeń” fotografował.
-Kobieta jest dla mnie większą tajemnicą niż mężczyzna – mówi pan Łukasz.
Część zdjęć powstało w pracowni fotografii SCK, część w innych studiach fotograficznych oraz w plenerach, pochodzą od 2023 r. począwszy.
Droga fotograficzna Sofianowicza rozpoczęła się stosunkowo niedawno, choć bardzo intensywnie.
-Swoją fotograficzną drogę w takim ambitniejszym podejściu rozpocząłem w 2013 roku na Śląsku, gdzie przebywałem zawodowo – opowiada. -To właśnie tam kupiłem swój pierwszy aparat z wymienną optyką. Początkowo moje zainteresowania koncentrowały się na krajobrazie i architekturze. Warsztaty oraz samodzielna nauka, oparta na literaturze i materiałach wideo, pozwoliły mi szybko rozwinąć fotograficzne umiejętności.
Jak opowiada, w pierwszym etapie twórczości dominowało u niego analityczne podejście do obrazu i przez długi czas unikał fotografowania ludzi. Prawdziwy przełom nastąpił dopiero w 2022 r. Wtedy pojawiła się u niego potrzeba zmiany i poszerzenia horyzontów. To właśnie wtedy zdecydował się dołączyć do pracowni fotograficznej, działającej w SCK.
-Zajęcia w pracowni to czas, gdy odkryłem zamiłowanie do fotografii studyjnej, gdzie mogę się wyżyć nie tylko jako fotograf, ale również realizować się jako inżynier o ścisłym umyśle – dodaje autor wystawy, otwartej 16 kwietnia w SCK.
Ważnym etapem była działalność w grupach i różnych inicjatywach fotograficznych, m.in. wspólnie z grupą Olgi Dąbkiewicz Retro Vibes, której przedstawicielki, poza przyjaciółmi z pracowni, pojawiły się na wernisażu. Od kolegi Szymona Górskiego otrzymał oprawione w ramkę zdjęcie oraz zabawkowy megafon.
-Będzie mu pomocny w dyscyplinowaniu osób, które fotografuje, bo czasem ma kłopot z przebiciem się – wyjaśniał wczoraj Górski.
-Plenery były nie tylko poligonem do ćwiczeń fotografii portretowej i reportażowej, ale możliwością wyjścia do ludzi i poznania ogromnej ilości ciekawych, barwnych osób – dodaje pan Łukasz.
Kolejnym krokiem były spotkania fotograficzne, które pozwoliły mu rozwijać się w kierunku fotografii kreatywnej, fashion i artystycznej. Każdy z tych etapów przynosił nowe wyzwania i motywację.
Dziś Sofiianowicz określa siebie jako nie artystę, ale fotografa oryginalnego, wiernego własnej estetyce. Kluczowym elementem jego prac jest kolor.
-Uwielbiam nasycony kolor i nie lubię fotografii czarno-białej – podkreśla.
W pracy z aparatem wykorzystuje wiedzę z zakresu fizyki, m.in. prawo odwrotnych kwadratów czy zasady padania światła. Pracuje na co dzień jako technolog konstrukcji stalowych.
Sofiianowicz nie określa siebie mianem artysty. Nie odczuwa presji tworzenia sztuki, choć świadomie i pełnymi garściami korzysta z jej dorobku.





























