Jakub Flas, znany jako Kubańczyk, po raz pierwszy wystąpił publicznie u boku swojej mamy, Małgorzaty Flas, dyrektor Młodzieżowego Domu Kultury w Stargardzie.
W szczerej rozmowie podczas Festiwalu Literackiego „Wielogłos” w Książnicy Stargardzkiej Jakub Flas opowiadał o dorastaniu, rodzinnych relacjach oraz o trudnych doświadczeniach, które ukształtowały go jako człowieka i artystę.
„Nie byłem rozpieszczany. W domu liczyła się praca i pokora”
– Moje dzieciństwo w Stargardzie było piękne, kocham to miasto i zawsze chętnie tu wracam – mówił Jakub Flas Kubańczyk. – Rodzice ciężko pracowali, często na kilka etatów. W domu nie przelewało się. Ale było w nim mnóstwo miłości. Nie byłem rozpieszczonym dzieckiem. Jeśli czegoś chciałem, musiałem na to sobie zapracować.
Jak wspomina, bunt był nieodłączną częścią jego dorastania.
– Mama chciała wychować mnie na dobrego człowieka – mówi. – Ja dużo się buntowałem… dopiero z czasem zrozumiałem podejście rodziców.
MMA, muzyka i młodzieńcza paczka z Fight Academy
Flas trenował też sporty walki. Do dziś pozostaje zawodnikiem MMA, choć pierwszeństwo w jego życiu ma muzyka.
– Miałem duże szanse w tym sporcie, ale trzeba było wybrać – wspomina. – Pamiętam jak trener Marek z Fight Academy zbierał nas po nocach z imprez. Wiele mu zawdzięczam. To były fantastyczne czasy: klubowe wyjazdy, spływy, wigilia klubowa. Przyjaźnie na całe życie.
Kubańczyk od dziecka był wrażliwy na muzykę. Niewiele jako maluch spał, więc rodzice często nucili mu do snu. To właśnie kołysanka śpiewana przez mamę stała się inspiracją do późniejszego utworu „Lalka z porcelany”.
– Ten numer jest dla mnie wyjątkowy – przyznaje. – Słucham go, kiedy muszę się wyciszyć. To mój hołd dla mojej mamy. Nawet Majka Jeżowska wypowiedziała się o nim bardzo ciepło.
Małgorzata Flas przyznała, że pierwsze odsłuchanie utworu wywołało u niej ogromne wzruszenie.
– Dla mnie to nie Kubańczyk, to po prostu mój syn – mówi pani Małgorzata.
Choć dziś Jakub jest jednym z najpopularniejszych raperów młodego pokolenia, jego mama długo nie zdawała sobie sprawy ze skali jego rozpoznawalności.
– Kiedy pojechałam z nim do Warszawy i zawiózł mnie w jedno miejsce, nie mogłam wysiąść z samochodu – wspomina. – Bywa, że w restauracji po posiłku podchodzą do nas fani i proszą o zdjęcie czy autograf. Czasem na ulicy słyszę „to mama Kubańczyka”.
Kariera, która wystrzeliła
Kubańczyk zadebiutował w 2018 roku singlem „Lady Pank”, który dziś ma ponad 40 mln wyświetleń. W kolejnych latach wydał kilka albumów, gra setki koncertów, a jego fani podróżują za nim po całej Polsce. W utworze „Stargard” oddał hołd rodzinnemu miastu – teledysk wyświetlono już ponad 30 mln razy. Śpiewa go na koncertach w Stargardzie, także „Laleczkę z porcelany”. Widownia szaleje.
Artysta podkreśla, że wartości wyniesione z domu jak pokora, szacunek, pracowitość – są dla niego fundamentem. Wspomina naukę jazdy na zielonym rowerku, żeglarską pasję ojca i jego ulubione przysłowie: „pokorne ciele dwie matki ssie”.
Droga muzyka nie zawsze była prosta.
– Bywałem aniołkiem i diabełkiem – przyznaje. – Zdarzały się problemy z prawem. Czułem, że zawiodłem rodziców. Ale oni nigdy się ode mnie nie odwrócili.
– Jesteśmy normalną rodziną – dodaje mama. – Taką rodzinką.pl.
Do mnie nie zawsze dociera, że jestem Kubańczykiem, może dlatego dotąd nie zwariowałem
Jakub Flas Kubańczyk
raper
Życie między Stargardem a Warszawą
Dziś, 30-letni artysta, mieszka w Warszawie, gdzie urządził własne studio. Jest w związku z wokalistką Zuzanną Fijak.
– Dużo pracuję, rzadko mam czas – przyznaje. – Zdarza się, że nie rozmawiamy z rodzicami miesiąc. Ale nadrabiamy to rozmowami przez kamerkę.
Kubańczyk pracuje nad nową płytą. Możliwe, że wyda ją w przyszłym roku.
– Chcę, by to było wartościowe, nic mnie nie goni – mówi jednak.
Zapytany o radę dla młodych odpowiada:
„Nigdy się nie poddawać, jak czegoś bardzo chcesz, możesz to osiągnąć”.
Kiedy jedna z uczestniczek festiwalu powiedziała mu, że jej 6-letnia córka wracając przedszkola nuci jego piosenki i spytała czy zdaje sobie sprawę z tego, że kształtuje kolejne pokolenia, zareagował szczerze.
– Do mnie nie dociera, że jestem Kubańczykiem, może dlatego dotąd nie zwariowałem – mówi. – Ale ja lubię adrenalinę, jestem od niej uzależniony. Lubię sytuacje, jak powiedział kiedyś raper Oki jak „zakażają w życiu”. Dlatego nie jeżdżę na motorze, bo rodzice się zawsze o mnie bali i mówili bym tego nie robił.
Rozmowę z Kubańczykiem i jego mamą prowadziła Aleksandra Zalewska – Stankiewicz.
Fot. dzięki uprzejmości Książnicy Stargardzkiej


