Klub Windsurfingowy, dzierżawiący teren od gm. Kobylanka w Zieleniewie nad Miedwiem, dostał wypowiedzenie umowy dzierżawy. Klubowicze są rozgoryczeni i walczą o to, by zostać tam, gdzie są od trzech dekad.
– Z przykrością informujemy, że gmina wypowiedziała umowę dzierżawy na pomieszczenia i tereny użytkowane przez nasz klub – zarząd KW poinformował o tym swoich członków na fejsbuku 8 sierpnia br. – W związku z tym, musimy niezwłocznie opróżnić i przekazać całość terenu władzom gminy.
Klubowicze są rozgoryczeni i rozczarowani decyzją włodarzy Kobylanki. Związali się z atrakcyjnie położonym miejscem przy plaży. Mają tam swoją bazę: trzymają w hangarze sprzęt pływający i windsurfingowy, na terenie są przyczepy kempingowe. Do końca września mają wszystko stamtąd zabrać i zwrócić teren właścicielowi. Gmina Kobylanka informuje, że potrzebuje go na realizację zadań związanych z ochroną ludności i obroną cywilną.
– Pani wójt nie podała nam powodu swojej decyzji – powiedziała Info Stargard Mariola Łada – Siwiec, jedna z członkiń klubu. – Dopiero w trakcie dowiedzieliśmy się, że w hangarach, w których trzymamy sprzęt, ma być w jakiejś formie wojskowa formacja. Do dziś nie znamy szczegółów. Hangary nie spełniają przecież wymogów zawartych w ustawie dotyczącej obronności.
Chcieli im wymówić umowę już wcześniej
Wójt Kobylanki informuje, że już wcześniej gmina planowała odebrać teren klubowi. Obecna umowa z nim zawarta kończy się 31 marca.
–Okazało się jednak, że musimy odebrać ten teren szybciej ponieważ dotacja, którą otrzymaliśmy, a wynosi nieco ponad pół mln zł, musi być wydatkowana do końca roku – informuje Julita Pilecka, wójt gm. Kobylanka. – W ramach tej dotacji wyremontujemy hangar i przystosujemy go na magazyn. Co do reszty terenu, na razie nie mamy konkretnych planów, bo są one uzależnione od wysokości dotacji, jaką otrzymamy w przyszłym roku i w latach następnych. Z pewnością jednak nie będzie to miejsce przeznaczone na pobyt wojska. Te zadania to nie tylko schrony czy miejsca ukrycia (i nie wiem, skąd pomysł, że zamierzamy je tam budować?!), ale też np. zaopatrzenie, magazynowanie zapasów wody i żywności, przygotowanie obiektów do różnych celów itp. Ponieważ nie posiadamy w gminnych zasobach innych terenów, które moglibyśmy wykorzystać, przejmujemy nieruchomość, swoją własność, dzierżawioną klubowi.
Klub ma swoją historię
Klub Windsurfingowy nad Miedwiem liczy ok. 80 członków. Pływają w nim starsi – nawet 80-latkowie – i młodsi. Istnieje od ponad 40 lat, nad Miedwiem stacjonuje od ponad trzech dekad.
– Mamy 17 pływających dzieci – dodaje pani Mariola. – My protestujemy w związku z formą tego wypowiedzenia. W poniedziałek wójt cofnęła wypowiedzenie żeglarzom z naszego klubu, bo tam są mieszkańcy gminy Kobylanka. Wysłaliśmy pisma o zmianę decyzji do pani Pileckiej, do Ministerstwa Sportu, do Unii Europejskiej i do marszałka Olgierda Geblewicza. Rodzi się przez to wszystko konflikt między mieszkańcami gminy a obcymi, czyli ze Szczecina czy Stargardu. To jest przykre. Miedwie nie jest własnością gminy!
Klubowicze wskazują na inwestycje, jakie poczynili na terenie klubu. W pismach, które po otrzymaniu decyzji wójt powysyłali gdzie się da, informują też, że społecznie angażują się w rozwój żeglarstwa i windsurfingu w regionie.
-Dbamy o teren, remontujemy budynki – dodają.
To nie decyzja z dnia na dzień
Wójt zaprzecza jakoby między stronami nie było dialogu, a decyzja była klubowiczom przekazana z dnia na dzień. Na profilu wójt czytamy, że powody zostały przedstawione przedstawicielom klubu między innymi podczas spotkania w urzędzie gminy. Z końcem lipca otrzymali wypowiedzenie i zgodnie z umową, mają dwa miesiące na wyprowadzkę.
-Zarzuty członków klubu nie mają racji bytu – odnosi się wójt do wypowiedzi klubowiczów w mediach społecznościowych. – W pismach, które wystosowali przedstawiają siebie jako społeczników, działających na rzecz upowszechniania idei żeglarstwa i windsurfingu, organizujący wydarzenia dla mieszkańców gminy. Przykre, ale ten obrazek nie odpowiada rzeczywistości. Odkąd jestem wójtem, liczba wydarzeń dla mieszkańców wynosi… zero. Klub nie prowadził też nigdy żadnych zajęć dla dzieci i młodzieży, a wszelkie spotkania czy zawody organizował wyłącznie dla swoich członków. Nigdy nie postawił na dzierżawionym terenie toalety. Wiele zastrzeżeń można mieć także do utrzymania porządku, dbałości o teren. Przez te wszystkie lata nie poczyniono praktycznie żadnych inwestycji, odświeżono tylko tzw. świetlicę. Ponieważ jednak teren nie był nam potrzebny, tolerowaliśmy ten stan rzeczy. Teraz okoliczności się zmieniły, gmina potrzebuje skorzystać ze swojej własności.
Wójt dodaje, że członkowie klubu bronią wyłącznie własnego interesu.
–Czyli taniego i atrakcyjnego miejsca na wakacyjny pobyt – twierdzi wójt. – Miedwie jest dostępne dla wszystkich, którzy chcą pływać, żeglować czy surfować. I wiele osób to robi, nie będąc członkiem żadnego klubu i nie korzystając za półdarmo z miejsca nad wodą.


