Temat niebezpiecznych substancji składowanych na terenie Stargardzkiego Parku Przemysłowego wraca jak bumerang. Była o nim mowa kolejny raz na ostatniej sesji Rady Miejskiej w Stargardzie.
Według szacunków Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, w hali przy ul. Pierwszej Brygady znajduje się około 750 mauzerów wypełnionych niebezpiecznymi chemikaliami. Skala problemu jest tam znacznie większa niż ten, z którym miasto mierzyło się przy ul. Na Grobli, gdzie odpadów było siedem razy mniej. Likwidacja tamtego, również nielegalnego składowiska, znajdującego się blisko działek ogrodowych i ujęcia wody, kosztowała stargardzki samorząd blisko milion złotych. Koszty pokryto z budżetu miasta. I dotąd tych pieniędzy nie odzyskano.
-Zapłacili za to mieszkańcy Stargardu, a ktoś zarobił ogromne pieniądze – komentują przedstawiciele miasta.
Problem dużo większy
Problem przy Pierwszej Brygady jest poważniejszy niż przy Na Grobli. Po interwencjach miasta właściciele hali, a jest ich trzech, zabili okna płytami, teren zabezpieczono taśmą. Wewnątrz nadal znajdują się niebezpieczne odpady, chemikalia i substancje ropopochodne.
Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej w Stargardzie, która odbyła się 28 października, sprawę poruszyła ponownie radna Ewa Krawczyk. Dopytywała o działania miasta w kierunku likwidacji nielegalnego składowiska w SPP.
-Kowal zawinił, a Cygana powiesili – komentuje Rafał Zając, prezydent Stargardu. – Samorząd jest rozliczany przez radnych i mieszkańców, a przecież on tych odpadów tam nie przywiózł. Są sprawcy, którzy powinni je stamtąd usunąć. Są organy państwa odpowiedzialne za to, by zmusić tych, którzy je tam przywieźli, by je usunęli. To systemy mafijne, nie boję się tego słowa użyć. Ubolewam, że problemem obciąża się gminy, które nie mają z tym nic wspólnego. A odpowiedzialność najlepiej znaleźć w przysłowiowym Cyganie. Nie jesteśmy jednak bierni, szukamy rozwiązań, staramy się uzyskać dofinansowanie na likwidację tego składowiska.
Mauzery w hali
Niebezpieczne odpady są w wielu miastach i gminach w Polsce. Stargard mierzy się z problemem ponownie.
– Odpady znajdują się wewnątrz hali, na utwardzonym terenie – uspokaja Jolanta Trembecka – Kempisty, zastępca dyrektora Wydziału Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska UM w Stargardzie. – Właściciel, na naszą prośbę, zabezpieczył budynek i ograniczył do niego dostęp. Zainstalowano tam również fotopułapkę. Są wybite szyby, ale może to i dobrze, bo jest przewiew.
W styczniu tego roku był pierwszy nabór do programu umożliwiającego uzyskanie dofinansowania do likwidacji nielegalnych składowisk. Drugi nabór trwa do 28 listopada. Jednak szanse na pozyskanie środków dla Stargardu są póki co niewielkie.
Według szacunków, usunięcie i utylizacja odpadów z hali w SPP może kosztować już nawet 14 mln zł. Sprawą zajmuje się prokuratura. Trwa postępowanie administracyjne.
– Nie możemy tak po prostu wejść do czyjegoś budynku i usuwać odpady – podkreśla Trembecka-Kempisty. – Właściciele hali są odpowiedzialni za to, co się w niej znajduje. My ze swojej strony będziemy wnioskować o dofinansowanie, współpracujemy z WFOŚ i NFOŚ. Jednak trudno zaakceptować sytuację, w której to mieszkańcy Stargardu mieliby ponosić koszty czyjejś nieodpowiedzialności.
– Moim celem nie było atakowanie prezydenta – powiedziała radna Ewa Krawczyk . – Widzę, że urząd podejmuje działania, by pozyskać środki i rozwiązać problem. Zależy mi tylko na tym, by miasto znalazło wyjście z tej trudnej sytuacji, nie obciążając przy tym mieszkańców.



Star-gardzianin
29 października 2025Dziwi mnie ostatnie zdanie Pani Radnej że nie atakuje prezydenta .. to teraz jak ktoś bardzo dobrze działa – tak jak Pani i jest to nie na rękę Panu Zającowi to jest zaraz atak? Ustawa jest ustawą i nie cygan i nie kowal…. Biedni mieszkańcy, o których tak się ” martwi” obecny prezydent poniosą koszty – takie strasznie … A gdzie poszanowanie dla zdrowia i życia mieszkańców z osiedla Kopernika i ulicy Piłsudskiego? Czym jest 14 mln wobec zdrowia setek rodzin, które mogą być narażone gdyby doszło do pożaru ? Chyba mieszkańcy tego osiedla nie wiedzą co mają pod nosem, a powinni się dowiedzieć. A może lepiej, że nie wiedzą bo ze stresu by to zdrowie stracili. Ta część hali zanim została zapakowana już płonęła- może to był rok 2013 – zapewne da się to sprawdzić. Pod halą od strony torów zbierają się różni ludzie ćpają piją – wystarczy spytać okolicznych mieszkańców. Tylko krok od tragedii . Po takim ewentualnym pożarze to wiadomo ile pozwów wpłynie do miasta za opieszałość- to nie na 14 mln a na znacznie więcej i tu miasto nie straci? Chyba już pewne instytucje wydały nakaz miastu. Na posprzątanie ternu Ale oczywiście prawnicy miasta piszą – przeciągając sprawę w czasie tym samym narażając setki mieszkańców … Powinna Pani napisać ponaglenie lub jakiś inny radny, który się nie boi prezydenta i jego ripost.
A wypowiedzi Pani z Miasta wg mnie nadają się na scenariusz serialu w Netflix – przeciąg, fotopułapka i Właściciel (czyli znany). „Właściciel, na naszą prośbę, zabezpieczył budynek i ograniczył do niego dostęp. Zainstalowano tam również fotopułapkę”. Może nawet Pani z Miasta zbadała przepuszczalność betonu i nie trzeba się martwić? Nie jest oczywiście śmieszne. 1. osprzątać 2. komornik działkę zajmie i sprzeda. Trudno że tam jest firma. Chyba zdrowie mieszkańców ważniejsze? Czy coś innego?