Jedna z mieszkanek osiedla Hallera w Stargardzie zwróciła uwagę na problem, który jak twierdzi, od dłuższego czasu doskwiera mieszkańcom bloków nr 4 i 5. Chodzi o hałas dochodzący z placu zabaw i jego najbliższego otoczenia.
Według mieszkanki, każdego dnia w godzinach wieczornych na placu zabaw gromadzą się rodzice z dziećmi. Choć sama obecność najmłodszych nie budzi zastrzeżeń, problemem mają być głośne zachowania zarówno dzieci, jak i dorosłych.
– Krzyki, głośne rozmowy i hałaśliwe zabawy trwają często do późnych godzin wieczornych – opisuje mieszkanka. – Dodatkowo część dorosłych używa wulgaryzmów oraz pali papierosy na terenie placu zabaw.
Jak podkreśla, sytuacja jest szczególnie uciążliwa dla osób mieszkających w bezpośrednim sąsiedztwie. W okolicznych blokach mieszkają rodziny z małymi dziećmi, osoby pracujące oraz seniorzy. W okresie letnim, przy wysokich temperaturach, mieszkańcy chcieliby otwierać okna i drzwi balkonowe, jednak – jak twierdzą – utrudnia to hałas dobiegający z zewnątrz.
-Nikt nie oczekuje całkowitej ciszy na placu zabaw, jednak codzienne i wielogodzinne zakłócanie spokoju mieszkańców nie powinno mieć miejsca –zaznacza autorka skargi.
O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy Straż Miejską w Stargardzie. Komendant Wiesław Dubij zapewnia, że do tej pory nie otrzymywała zgłoszeń dotyczących opisywanej sytuacji.
-Straż Miejska nie otrzymywała w przedmiotowej sprawie żadnych zgłoszeń, do wczoraj – informuje komendant.
Jednocześnie zwraca uwagę, że kwalifikowanie zachowania dzieci i rodziców na placu zabaw jako wykroczenia polegającego na zakłócaniu spokoju może być wątpliwe.
– Zakłócanie spokoju przez dzieci i rodziców na placu zabaw wydaje się nadinterpretacją art. 51 kodeksu wykroczeń – wyjaśnia Wiesław Dubij. – Do godziny 22.00 jest to wykroczenie skutkowe, musi więc być osoba poszkodowana, która zgłasza problem i jest przesłuchiwana w charakterze świadka. Na jej wniosek można skierować sprawę do sądu.
Mimo wątpliwości prawnych Straż Miejska zapowiada sprawdzenie sytuacji.
-Niezależnie od dyskusyjnej sprawy skierujemy tam patrol, by zrobił rozeznanie i potwierdził zasadność bądź nie tego zgłoszenia – dodaje komendant.
Sprawa pokazuje, jak trudno czasem pogodzić potrzeby osób korzystających z przestrzeni rekreacyjnych z oczekiwaniami mieszkańców sąsiednich budynków. O tym, czy interwencja strażników miejskich potwierdzi zgłaszane problemy, przekonamy się w najbliższym czasie.
Zdj. AI


