Kilkanaście milionów złotych może kosztować utylizacja niebezpiecznych odpadów, zgromadzonych w prywatnych halach przy ul. Pierwszej Brygady w Stargardzie. Nie ma na to pieniędzy. Póki co, miasto zabezpieczy hale dodatkowymi kamerami.
-To miejsce już jest zmonitorowane, ale moi współpracownicy uznali, że trzeba zamontować dodatkowe kamery od strony torów kolejowych – wyjaśniał na sesji Rady Miejskiej w Stargardzie Rafał Zając, prezydent miasta.
O niebezpiecznych odpadach zwiezionych do hal na terenie Stargardzkiego Parku Przemysłowego pisaliśmy wiele razy. M.in. tutaj:
-Czy mógłby pan prezydent więcej powiedzieć na temat sposobu monitoringu i nadzoru tego miejsca? – pytał na posiedzeniu radny Mieczysław Skawiński. – To temat, który niepokoi mieszkańców.
–Ta hala już została w odpowiedni sposób zabezpieczona, ale uznaliśmy, że niezbędny jest jeszcze podgląd z zupełnie innej perspektywy, od strony torów kolejowych – wyjaśnia prezydent. – Ten monitoring zostanie zamontowany, żeby ułatwić pilnowanie, by nikt nie wchodził na teren tego obiektu.
W halach są zgromadzone bardzo duże ilości odpadów niebezpiecznych. Ich utylizacja może kosztować kilkanaście milionów złotych. Miasto stara się pozyskać na ten cel pieniądze.
-Niestety mamy wiele takich przypadków w Polsce – dodaje prezydent. – W mojej ocenie jest to konsekwencja kompletnie nieszczelnego prawa w tym zakresie, które nie daje organom państwa wystarczających możliwości, żeby skutecznie wyegzekwować od producentów wytwarzających te odpady, wykazania się ich utylizacją. W konsekwencji tej nieszczelności w systemie, odpady trafiają w Polsce bardzo różne miejsca kompletnie nieprzeznaczone ani do składowania, a tym bardziej do utylizowania tego odpadów. W naszym przypadku w Stargardzie mieliśmy dwa takie miejsca. Pierwsze przy ulicy Na Grobli zostało wysiłkiem mieszkańców, z pieniędzy podatników, usunięte. Obecnie jesteśmy w bardzo trudnym procesie egzekucji, co do którego można mieć wątpliwości, czy przyniesie efekt odzyskania tych nakładów.
Prezydent podkreśla, że miasto bez wsparcia rządu nie da rady uporać się samo z problemem, którego skala na terenie dawnych ZNTK jest dużo większa niż Na Grobli. Pierwszy wniosek o dofinansowanie złożony w tej sprawie, odpadł. Drugi jest w trakcie procedowania. Miasto zapewnia, że nie zamierza odpuścić i będzie starać się pozyskać dofinansowanie na zutylizowanie zastępcze.
-Są organy, które powinny ścigać tych, którzy je tam zwieźli – podkreśla prezydent.
Stargard trafił na ministerialną listę, udowadniając, że zagrożenie związane z odpadami dotyczy nie tylko mieszkańców Stargardu, ale również strategicznej infrastruktury kolejowej.
– Powiem tylko w podsumowaniu mam takie poczucie, że robimy robotę, którą powinny wykonać inne organy – podsumowuje Rafał Zając. – Ale ktoś ją zrobić musi.


